Złoto jesieni – na zdrowie!


Za co lubimy jesień?

Za dłuższe wieczory, które można spędzić w rodzinnym gronie. Dywan w salonie jest NASZ. Okupowany jest przez wszystkich. Jedni z książką, inni z klockami, a jeszcze inni z kubkiem aromatycznej herbatki. Koniecznie z miodem, imbirem, cytryną…  – to też na plus dla jesieni. Za planszówki wracające do łask. Za świece, które późnymi wieczorami odpalane, wprowadzają nastrój odpowiedni, w sam raz by muzyka dawno niesłyszana w głośnikach popłynęła i zabrała nas w krainę spokoju i marzeń. Za kasztany i żołędzie, po które trzeba koniecznie iść z koszyczkiem wiklinowym, a później wyczarować z nich stwory i inne stworzenia człeko lub zwierzokształtne. Za jarzębiny czerwone i dzikie róże, które już powoli marszczą się na krzakach, ale wciąż jeszcze wykorzystać je można choćby w bukiecie jesiennym. Za kolory jesień kochamy. Za liście przy każdym podmuchu lecące na ziemię w barwach tak żywych, że chciałoby się wejść do pierwszego butiku i kolor ten w getrach spotkać. Do zimy zabrać.  Za słońce, już nie tak doskwierające, ale przyjemnie otulające nasze twarze i dłonie. Za śliwki, gruszki i jabłka. Za dynie pyszniące się na straganach i targach. Za chwilę wybierzemy taką, która zamieni się w lampion uzbrojony w zębiska i oczodoły. Ale póki co, szukamy tej jednej, jedynej, najsmaczniejszej… Hokkaido. Tak, tak, bo my ją JEMY!

PicMonkey Collage

DYNIA – czy wiesz, że niegdyś w Polsce nazywana była „banią”? A czy wiesz, że do dyniowatych należą także ogórki, kabaczki, cukinie, arbuzy i melony? My wybieramy hokkaido, bo przed kliku laty, wybierając dynię po raz pierwszy, sprzedawca polecił mi właśnie tą odmianę jako jedną z delikatniejszych w smaku, w sam raz dla dzieci. A piękny, soczysty i intensywny kolor przekonał mnie w zupełności. Im bardziej pomarańczowy miąższ, tym więcej w nim witamin.  A jest ich w dyni niemało – A, B1, B2, C, PP, do tego składniki mineralne – fosfor, żelazo, wapń, potas i magnez oraz beta-karoten /ten w organizmie zamienia się w witaminę A/. Dynia więc pomaga w zapobieganiu powstawania krzywicy u dzieci, wzmacnia wzrok i zapobiega powstawaniu nowotworów. Bardzo dobrze wpływa także na cerę, do tego jest niskokaloryczna i przyspiesza przemianę materii. Dynia pomaga przy nieżytach przewodu pokarmowego, przy zaparciach oraz w chorobach wątroby.  Jest też środkiem odkażającym i moczopędnym. Nie bez przyczyny podaje się ją rekonwalescentom po ciężkich chorobach. U kobiet w ciąży wykazuje właściwości przeciwwymiotne. A jeśli dodam, że dynia ma małą zdolność wiązania azotanów z gleby i przez to jest dla dzieci, ale także dla osób z miażdżycą i innymi chorobami przewodu pokarmowego lepszym produktem spożywczym od marchwi, to już chyba nikogo przekonywać nie trzeba. Na koniec tylko jeszcze – dynia wzmacnia system immunologiczny. Naprawdę warto się nią zainteresować.

Jak my ją jemy?

Najczęściej w formie zupy-krem. Uwielbiamy wersję z mlekiem kokosowym /w wersji de luxe/ i prażonymi ziarnami dyni lub słonecznika. Przepisów w sieci znajdziecie mnóstwo, ten nasz to zmodyfikowany na nasze potrzeby jeden z nich: dynię obieramy /najłatwiej pokroić ją w paski ok. 2cm i obierać obieraczką – zero wysiłku/ i kroimy w kostkę. Dodajemy do przysmażonej w garnku cebuli i czosnku wraz z marchewką pokrojoną w talarki. Wszystkie warzywa podsmażamy. Następnie zalewamy bulionem i gotujemy do miękkości. Blenderujemy, dodajemy łyżkę masła i mleko kokosowe. Doprawiamy do smaku solą, pieprzem i imbirem. A na koniec już na talerzach posypujemy uprażonym ziarnem i dodajemy łyżkę śmietany. Zupa dobrze rozgrzewa i ma piękny intensywny kolor. A jak smykowi powiesz, że oto dziś jeść będziecie zupę z „bani”, to z samej ciekawości talerz opustoszeje w mig! Będzie się czym chwalić w przedszkolu :)

fot. aktywuj.smyka.pl

Ale na zupie świat się nie kończy. Ani nawet nie zaczyna. Zaczynamy przecież od śniadania. A na śniadanko proponuję tosty z konfiturą dyniowo-pomarańczową. Co za smak! Nawet Ci dyni unikający, bo za mdła, nie pogardzą tym złotem na chrupiącym toście, który mdły na pewno nie jest. Smak jest ciekawy, świeży i z pewnością nie jest nudny :) A jeśli w przygotowania zaangażujesz smyka – choćby do ozdobienia słoiczków w pomysłowe etykiety, możecie konfiturę zachować na zbliżające się Święta Bożego Narodzenia i w ramach prezentu wręczyć babci, która na pewno prezent taki bardzo doceni. A malucha nauczysz, że najwartościowsze prezenty to te, w które włożyło się pracę i serce.

Konfitura dyniowo-pomarańczowa

Potrzebujesz:

  • 1 kg obranej dyni
  • 3-4 pomarańcze
  • 300g cukru
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • łyżeczka cynamonu

Przygotowanie:

Obraną i pokrojoną w kostkę dynię przełóż do garnka, zasyp cukrem i odstaw na min. godzinę, by puściła sok. Po tym czasie upraż dynię, następnie dodaj  obrane i pokrojone na małe kawałki pomarańcze.Całość trzymaj na wolnym ogniu bez przykrycia do czasu, by większość płynu odparowała. Pod koniec dodaj cynamon i gałkę. Konfiturę przełóż do wyparzonych słoików i ustaw do góry dnem, by lepiej „zaciągnęły”. Ja dodatkowo słoiki zagotowuję, aby mieć większą pewność ich przechowania, ale nie jest to konieczne.

Ach, ta jesień… Biegnijmy więc na poszukiwania BANI i korzystajmy z dobrodziejstw jesieni. A dynię zabierzmy do zimy w słoikach i w zamrażalniku :) A jak już ją otworzycie, by zmienić jej stan skupienia w mus konfiturowy lub krem, nie wyrzucajcie broń Boże jej zawartości, czyli pestek!

fot.: flickr.com/photos/welsnet

PESTKI DYNI – są źródłem witaminy E, B1, B2, B6, A, C i D oraz zawierają lekkostrawne białka, mikroelementy, selen, magnez, cynk, miedź i mangan Polecane są więc wszystkim, którzy chcą zwiększyć odporność organizmu, ustabilizować ciśnienie krwi i wspomóc pracę serca. Pestki wspomagają leczenie nerek i zapobiegają tworzeniu się kamieni nerkowych. Pozwalają zwalczać skurcze mięśniowe, bóle nadgarstków i dłoni. Łagodzą także skutki napięcia przedmiesiączkowego – drażliwość, depresję. Mają dobroczynny wpływ na wzrost kości i zębów, utrzymują także dobry stan skóry, włosów i paznokci. Dzięki witaminie C hamują powstawanie sińców i krwawienie dziąseł, wspomagają odporność organizmu na infekcje. Dobroczynny wpływ mają także jako środek przeciwpasożytniczy w stosowaniu przeciw tasiemcom i robaczycy, gdyż zawierają kukubirtacynę – sunstancję zawartą w błonce otaczającej nasiona. Najwięcej jest jej w świeżych miękkich pestkach, dlatego najlepiej kurację przeprowadzić właśnie jesienią, podając dziecku, czy dorosłemu na czczo świeże pestki dyni, przed śniadaniem /ilość zależy od wieku dziecka/. Pestki dyni są także źródłem łatwo przyswajalnego cynku, którego mężczyźni potrzebuję czterokrotnie więcej niż kobiety. Wpływa on na czynność jąder i chroni prostatę. Warto, aby i miąższ, i pestki dyni znalazły się w diecie par starających się o dziecko. Mają one także właściwości afrodyzjakalne /dzięki zawartemu w nich tokoferolowi – witaminie płodności/. Pestki dyni pomagają również zwalczyć chorobę lokomocyjną i przeciwdziałają powstawaniu komórek nowotworych /dzięki witaminie D/.

Rady i wskazówki

Po pierwsze –  pestki dyni hokkaido nie nadają się do suszenia. Niestety. Każdej innej – tak.
Po drugie – sposobów na ususzenie pestek dyni w Internecie znajdziecie sporo. My robimy to tak. Oczyszczone już z miąższu pestki należy wypłukać pod zimną wodą, a następnie wysypać na blachę /tę z wyposażenia piekarnika/ wyłożoną papierem do pieczenia i wstawić do nagrzanego piekarnika do temperatury 90 st.C. Piec około 1 – 1,5 godziny, otwierając w trakcie drzwiczki, by odparować wilgoć. Następnie zostawić pestki w piekarniku na kilka kolejnych godzin, by miały okazję pobyć jeszcze w cieple. Na pestkach po pieczeniu pozostanie przezroczysta błona, która będzie się kruszyć. Warto wyjść z takimi pestkami na wiatr i mieszając w nich ręką pozwolić, by błona uleciała wraz z nim. Zagwarantuje nam to większy porządek w domu podczas łuskania zawartości pestek. Po całkowitym wysuszeniu pestki przechowujemy w słoiku lub w torebce papierowej.

Zaangażuj smyka

Wyśmienita zabawa dla najmłodszych, a przy tym bardzo korzystne ćwiczenia małych paluszków /nieco starszych także ;)/ i wspomaganie rozwoju motoryki rączek, to przygotowanie pestek do suszenia. Zaangażuj szkraby, by z rozkrojonej przez Ciebie dyni wyjmowały miąższ i odzyskiwały z niego pestki. Nie będzie to łatwe zadanie, bo pestki są śliskie i wcale tak ochoczo nie opuszczą miąższu. Trzeba się więc napracować i pokombinować jak je wydostać, a potem – przy płukaniu –  jak utrzymać je w dłoni. To jest naprawdę wyczyn! Bałaganu trochę przy tym będzie, więc przygotuj się na to – ale duma smyka z pomocy mamie w kuchni, a potem zjadanie włąsnoręcznie „ususzonych” pestek wynagrodzą Ci bałagan :)

Podsumowując…

Jak widzicie dynia ma mnóstwo właściwości prozdrowotnych. Jedzmy ją więc na zdrowie! I o ile miąższ mamy dostępny sezonowo, to pestki wprowadźmy do naszej całorocznej, codziennej diety, urozmaicając smak potraw. A naszym smykom podsuwajmy pestki dyni do podskubywania zamiast innych przegryzek. Dobre nawyki czas zacząć wprowadzać :)

A czy Wy dynię jecie, czy tylko wydłubujecie jej oczy? :)
Podzielcie się przepisami, które Wasze smyki zaakceptowały.

 

Artykuł powstał w oparciu o:

  1. Materiały via internet: dziecisawazne.plwww.mojewypieki.comwww.poradnikzdrowie.plportal.abczdrowie.pl
  2. Doświadczenia własne

Skomentuj jako pierwszy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *