Infekcjom dziękujemy!


Okres infekcji rozpoczęty. Powoli zaczyna już zbierać swoje coroczne żniwo, zwłaszcza wśród maluchów żłobkowych, przedszkolnych oraz wśród dojrzewających nastolatków, bo ta właśnie grupa ma często obniżoną odporność. Ale wcale tak nie musi być. Możemy podjąć walkę, by organizmy naszych dzieci były silne i ze starcia z drobnoustrojami wychodziły przysłowiową „obronną ręką”. W pierwszej części artykułu Odporność organizmu – czy coś jej zagrażą?, dowiedzieliśmy się, co to takiego jest ta cała odporność, co ją wspiera ze strony organizmu. Dowiedzieliśmy się też, że jest szereg rzeczy, na które mamy wpływ, a które przeszkadzają w nabywaniu odporności. W tej części dowiemy się, co możemy zrobić, by wesprzeć organizm malucha, a tym samym jak mu pomóc w  skutecznej walce z wszelkiej maści mikrobami, chcącymi zaatakować młody organizm. Oczywiście należy unikać tych wszystkich sytuacji, opisanych w części pierwszej ale co jeszcze?

Jak wspomagać naturalną odporność organizmu

Każdy przyszły rodzic modli się, by jego dziecko urodziło się zdrowe i ma nadzieję, że nie będzie ono chorowało. Ale nie wystarczy mieć biernej nadziei – trzeba zacząć dbać o to od początku.

Ciąża i poród

  • O wspomaganiu odporności dziecka należy zacząć myśleć jeszcze będąc w ciąży, a najlepiej planując ją. Matka powinna wyleczyć stany zapalne, np. zębów, powinna unikać używek i leków, zwłaszcza antybiotyków oraz przetworzonej żywności i powinna zrobić wszystko, by ciąża była czasem radosnego oczekiwania na dziecko. Udowodniono, że źródłem wielu chorób malucha są stresy, wstrząsy i toksyczne wpływy, które były udziałem matki w ciąży. Szczęśliwa i spokojna przyszła mama to urodzony zdrowszy maluch.
fot.: flickr.com/photos/jurischk

 

  • Już w pierwszych minutach życia, maluch otrzymuje ogromną dawkę odporności, o ile zaraz po porodzie zostanie położony na gołym brzuchu mamy, co na szczęście staje się już normą w naszych szpitalach. Ten pierwszy kontakt „skóra do skóry” pozwala nie tylko poczuć się maluszkowi bezpiecznie /czuje bicie serca mamy po wysiłku i szoku, jakiego doznał przed momentem/ ale pozwala też kolonizować skórę maluszka bakteriami mamy, które już zna, a nie bakteriami szpitalnymi. Warto znać swoje prawa i zalecenia WHO. Okazuje się, że nawet poród przez cięcie cesarskie, poród mnogi i zabiegowy, nie stanowią przeciwskazań, by zaistniał kontakt „skóra do skóry”. Idealnie byłoby, gdyby trwał on przez pierwsze dwie godziny od narodzin i aby to na brzuchu matki nastąpiło odcięcie pępowiny i ocena w skali Apgar. Po porodach innych niż naturalne, kontakt ten powinien być zainicjowany w ciągu dwóch godzin.

Jedzmy po to, żeby żyć. Zdrowo żyć. Nasza dieta ma ogromny wpływ na odporność.

 

  • Karmienie piersią  jest nieocenionym zastrzykiem odporności, jaki możemy dawać naszemu dziecku. Niezwykle istotne jest pierwsze przystawienie noworodka do piersi, bo wówczas wraz z siarą, otrzymuje pierwszą potężną porcję odporności. Z każdym kolejnym karmieniem maluch, ze swoim niewykształconym układem immunologicznym, korzysta z rozwiniętego układu matki, otrzymując z mlekiem wiele cennych substancji m.in. prebiotyki, dzięki którym w przewodzie pokarmowym malucha rozwijają się dobroczynne bakterie jelitowe, a te z kolei wspierają rozwój i dojrzewanie układu immunologicznego. Jeśli dziecko nie jest karmione  piersią, należy szukać mieszanek zastępczych zawierających prebiotyki.

 

  • W momencie, kiedy już zaczniesz rozszerzać dietę dziecka, dbaj o to, by była ona bogata w składniki odżywcze i witaminy.  Do pierwszych zupek dodawaj warzywa bogate w beta-karoten /marchew, dynia – zainteresuj się nią, bo w odróżnieniu od marchwi nie wiąże azotanów z gleby/, a to on odpowiada za prawidłowe funkcjonowanie błon śluzowych, które z kolei są pierwszą barierą przed drobnoustrojami.

W diecie, która ma wspierać odporność organizmu, nie powinno zabraknąć przede wszystkim witamin A, C, E oraz selenu i cynku.

witaminy

Zwróć uwagę na to czym karmisz swoje dziecko. I pamiętaj, że lepiej  od początku wprowadzić dobre nawyki żywieniowe, niż później próbować wyeliminować coś niezdrowego z diety.

Zainteresuj się tematyką produktów zakwaszających i wychładzających organizm. Szerzej poczytasz o nich w pierwszej części artykułu. Nie unikając zupełnie ale ograniczając ich spożycie, lub przygotowując je w odpowiedni sposób, chronisz mikroflorę przewodu pokarmowego i śledzionę oraz żołądek – wzmacniając przy tym odporność. Oczywiście ograniczenie np. nabiału wiąże się z uzupełnieniem zawartych w nim składników pokarmowych w inny sposób /ale to już temat na odrębny wpis/. Temat diety zawsze budzi wiele kontrowersji i odmiennych opinii, często opinie te wykluczają się nawzajem. Ważne jednak, byśmy mieli świadomość i mogli zgłębiać wiedzę. Dlatego podpowiadam, by zainteresować się termiką produktów, czyli dietą wychładzającą i rogrzewającą organizm. Ile z tego weźmiemy dla siebie, zależy od nas samych.

Hartowanie od kołyski

Hartowanie to nic innego jak uczenie organizmu dziecka /pod naszą kontrolą/, by umiał sobie radzić w sytuacji nagłego spadku temperatury. Jeśli organizm znajdzie się w takiej sytuacji, wówczas naczynia krwionośne obkurczają się i mniej białych krwinek dociera do poszczególnych organów, a przez to ochrona przed drobnoustrojami może być mniejsza. Jeśli np. dojdzie do spadku liczby leukocytów w układzie oddechowym, podatność na infekcje zwielokrotni się.

  • Nie rezygnuj z codziennych spacerów z maluchem, nawet jeśli temperatura nie jest za wysoka, nawet jeśli pada, nawet jeśli wieje. Ubierz dziecko adekwatnie do panujących warunków /na cebulkę – jeśli maluchowi będzie za gorąco, zdejmiesz po prostu jedną warstwę; przegrzewanie także nie wpływa na podniesienie odporności/ i przemierzaj ścieżki spacerowe. Spacer taki powinien trwać minimum godzinę, a najlepiej dwie i więcej. Wybieraj trasy z dala od ruchliwych jezdni, gdzie natężenie spalin jest największe. Dotleniasz dzięki temu organizm, przez co lepiej funkcjonuje, przyzwyczajasz go także do zmian temperatur. Poza tym organizm na dworze styka się z licznymi drobnoustrojami, z którymi uczy się sobie radzić. Trzymanie dziecka w zbyt dużej izolacji nie przyniesie żadnych korzyści, a może szkodzić. Prędzej, czy później maluch zetknie się w końcu ze światem zewnętrznym i jego organizm nie będzie wówczas nawykły do radzenia sobie z nim /zmianą temperatury, drobnoustrojami, etc/. Zwłaszcza maluchy karmione naturalnie /z mlekiem matki dostają dużą porcję odporności/, nie powinny być zbytnio izolowane. Maluchy karmione sztucznie także nie, choć tu trzeba zachować większą ostrożność.

 

  • Gdy dziecko jest już nieco starsze, powinno mieć zapewnioną odpowiednią dawkę ruchu na świeżym powietrzu. Rower, rolki, hulajnoga, bieganie za piłką, czy aktywność ruchowa na placu zabaw – wszystko to pozwala na lepsze dotlenienie organizmu i budowanie odporności. Zresztą, osoby systematycznie uprawiające sport na świeżym powietrzu np. bieganie, potwierdzają, że odkąd to robią – chorują zdecydowanie mniej.

    fot.: archiwum prywatne M.Mazanek


  • Hartuj wodą. Kąpiel możesz kończyć chłodniejszym kilkusekundowym prysznicem /nie zimnym!/. Możesz także stosować naprzemienne  – ciepłe i chłodniejsze – kąpiele stóp ale nie powinny trwać dłużej niż 2-3 minuty, powinny za to kończyć się chłodną wodą. Po takim zabiegu rozmasuj stopy malucha i załóż ciepłe skarpety. Pamiętaj jednak, aby hartowanie wodą stosować, kiedy dziecko jest zupełnie zdrowe i nie jest dopiero co po przebytej infekcji, kiedy to jego odporność jest jeszcze osłabiona. Ograniczenia wiekowe? Maluch musi mieć skończone pół roczku. Pozwól także, by Twój smyk pobiegał boso po zroszonej trawie ale pamiętaj na koniec, o wymasowaniu jego stóp i założeniu ciepłych skarpet. A spacer w deszczu? Bez parasola? Bieganie po kałużach to jest to, co dzieci kochają najbardziej. Rodzice niekoniecznie :), a  jest to także  dobry sposób na hartowanie malucha. Po powrocie trzeba koniecznie osuszyć malca, energicznie wycierając ręcznikiem, by rozgrzać skórę, następnie ciepło ubrać i napoić ciepłą, rozgrzewającą herbatą, najlepiej z imbirem.
fot.: flickr.com/photos/exil-fischkopp

 

  • Szczególnie miłym sposobem hartowania jest zmiana klimatu, co wiąże się z wakacjami :) Chodzi o to, aby zmobilizować organizm do dostosowania się do nowych warunków: temperatury, wilgotności, ciśnienia. Dlatego jeśli mieszkasz w górach – wyjedź nad morze. Jeśli nad morzem – zaplanuj pobyt w górach. Ale uwaga – najlepiej, aby trwał on… trzy tygodnie /minimum to dwutygodniowy wyjazd/, bo przez pierwsze dwa tygodnie organizm będzie się przyzwyczajał do nowych warunków, a potem dopiero zacznie dobrze reagować na inny klimat. Ale wysiłek ten opłaci się w przyszłości, kiedy dziecko będzie walczyło z chorobami. Taka zmiana klimatu dla organizmu pociąga za sobą m.in. wzrost wydolności płuc, serca i układu krążenia. Weź też pod uwagę, że przez kilka pierwszych dni organizm aklimatyzuje się w nowym miejscu, dlatego maluchy mogą być niespokojne, drażliwe albo w drugą stronę – pobudzone. Nie planuj więc na te dni intensywnego zwiedzania, tylko pozwól, by organizmy odpoczęły, zaaklimatyzowały się i podjęły gotowość do „wakacjowania”.

A może nad morze?

Wybrzeże Bałtyckie z uwagi na swój ostry klimat i dużą zawartość jodu cieszy się dobrą sławą wśród rodziców, którzy dbają o odporność swoich maluchów. Zwłaszcza dla dzieci borykających się z częstymi infekcjami górnych dróg oddechowych,  dobrze byłoby, by spędziły czas nad Bałtykiem. Sekret tej dobrej sławy kryje się w tzw. aerozolu solankowym, który powstaje po uderzeniu fali o brzeg, uwalniając do powietrza drobinki słonej wody, które wdychane – nawilżają śluzówkę górnych dróg oddechowych, stymulując produkcję śluzu, który odpowiada za usuwanie zanieczyszczeń. Wyższe ciśnienie atmosferyczne usprawnia dostawę tlenu do organizmu malucha.  Zawartość dobroczynnego jodu jest tu wielokrotnie wyższa niż w  innych miejscach w Polsce. Najlepiej byłoby, gdyby możliwy był pobyt nad morzem jesienią lub zimą – wówczas warunki są najostrzejsze, jednak np. niemowlakowi nie jest aż takie wyzwanie konieczne. Do podwyższenia odporności wystarczy także wyjazd letni. Choć pobyt na wyludnionych plażach, kiedy tylko wiatr i mewy zakłócają Twój spokój, ma swój niepowtarzalny urok :)

fot.: archiwum prywatne M.Mazanek

Morze za daleko? Może więc grota solna?

Aby skorzystać z mikroklimatu zbliżonego do tego nadmorskiego, można udać się do groty solnej. Ograniczeń wiekowych nie ma żadnych. Powietrze, którym oddychasz Ty i Twoje dziecko jest czyste i  zjonizowane dzięki soli, a ta odpręża i wspomaga leczenie wielu chorób od astmy, poprzez liczne infekcje układu oddechowego, anginy,  zapalenia zatok, po łuszczycę, alergie i nerwice. No właśnie… Tylko, czy rzeczywiście powietrze jest czyste i czy stężenie soli w powietrzu jest wystarczające? Sól wykorzystywana do budowy groty, powinna mieć atest leczniczy. Warto przyjrzeć się atestowi, jego terminowi ważności, który grota powinna posiadać. Najlepiej także, by wystrój nie zawierał elementów sztucznych i wykonany był w całości z naturalnego surowca. Często wykorzystuje się drewno żywiczne, które wraz z solą, najczęściej kłodawską, wytwarzają specyficzny zapach uwalniając przy tym jod, magnez, potas, sód, żelazo, selen. Czy faktycznie groty pełnią funkcję leczniczą? Nie natknęłam się na badania potwierdzające, należy więc raczej przyjąć że mają funkcję wspomagającą. Na pewno gwarantują relaks, bo wnętrza są rzeczywiście klimatyczne /przygaszone światło, relaksacyjna muzyka, szum wody, wygodne leżaki/. Dla rodziców z dziećmi najczęściej dedykowane są specjalne seanse.  W grocie znajduje się mały kącik z zabawkami i karimatami, a dzieci przesypujące kryształki soli, czują się jak na solnej plaży. Grota oczywiście grocie nie równa, jeśli więc zdecydujemy się na korzystanie z jej usług warto rozejrzeć się po okolicy i sprawdzić, która spełniać będzie nasze oczekiwania. Warto też wiedzieć jakie są wykluczenia w korzystaniu z grot solnych: nadczynność tarczycy, choroby nerek, choroby nowotworowe, gruźlica. Stężenie soli zaostrza przebieg i przyspiesza rozwój tych chorób. Oczywiście pojedyncze wyjście do groty nie przyniesie efektów, rekomenduje się cykl ok. 10-ciu wyjść /np. przez 5 tygodni – po 2 seanse tygodniowo/, by organizm na tym skorzystał.

 

A może noc pod ziemią?

Osobom zainteresowanym unikatowym mikroklimatem: powietrzem pozbawionym zanieczyszczeń i alergenów, bogatym w mikroelementy, o stałej temperaturze, wysokiej wilgotności, wolnym od szkodliwego promieniowania, które  wpływa na zdrowie i nabieranie odporności,  warto podsunąć myśl o spędzeniu nocy pod ziemią, czyli w Kopalni Soli w Wieliczce lub w Bochni.  Poza noclegiem w atrakcyjnych i niecodziennych warunkach, proponowane jest nocne zwiedzanie kopalni. Warto też wiedzieć, że temperatura panująca nocą wynosi około 14-17 stopni C. i że nocleg taki dedykowany jest dzieciom od czwartego roku życia.

Higiena

Dbanie o nią i zaszczepianie w maluchu nawyku dokładnego mycia rąk za każdym razem, kiedy wraca do domu, po skorzystaniu z toalety, przed jedzeniem czy po zabawie ze zwierzętami – w przyszłości zaowocuje podniesieniem odporności. Niezwykle istotna jest tutaj także sprawa ilości snu, którą maluch musi mieć zapewnioną, by organizm mógł się zregenerować. Nie bez znaczenia jest także jakość snu.

  • Wietrz pokój malucha. Temperatura w otoczeniu malca powinna wynosić w granicach 19-22 stopni C., a wilgotność 40-60%. Przy wyższej temperaturze wysychają śluzówki nosa, przez co ochrona przed mikrobami nie jest już skuteczna. Wietrzenie, zwłaszcza przed snem, wywiewa zarazki. W sezonach grzewczych, kiedy powietrze wysuszone jest przez grzejniki, warto rozważyć zakup nawilżacza powietrza, albo chociaż zaopatrzyć grzejnik w pokoju maluszka w pojemnik z wodą, która pod wpływem ciepła będzie parowała i nawilżała powietrze.

Jeśli zdecydujesz się na zakup nawilżacza zapoznaj się szczegółowo z szeroką ofertą rynkową. Nawilżacz na pewno powinien  być bezpieczny, czyli powinien emitować parę wodną wolną od bakterii, grzybów i pleśni. Jednak przemyśl  dokładnie zakup urządzenia z funkcją oczyszczania /jeśli nie ma ku temu wskazań lekarskich/, które miałoby zupełnie wyjaławiać powietrze ze wszystkich drobnoustrojów. Takie wyjałowione otoczenie także nam nie służy, bo nie stykając się z drobnoustrojami, nie uczymy się sobie z nimi radzić. Oferta nawilżaczy jest rzeczywiście szeroka, poza podstawowym działaniem nawilżania, mają one funkcję jonizacji powietrza, oczyszczania, osuszania, a nawet pełnią rolę inhalatorów.

Wspomaganie apteczne

Witamina D

Każdy rodzic niemowlęcia karmionego mlekiem naturalnym, zetknął się z koniecznością podawania witaminy D w dawce określonej przez lekarza, najczęściej 400 jednostek witaminy dziennie. Nie każdy natomiast słyszał, że wg. najnowszych zaleceń, witaminę D suplementować powinno się także dzieciom starszym, do 18 roku życia oraz dorosłym.  Normy spożycia witaminy D dla Europy Środkowej zostały opracowane i opublikowane w roku 2013. I tak dzieci powyżej 1. roku do 18 lat powinny przyjmować dawkę 600 – 1000 jednostek witaminy dziennie, gdzie właściwa dawka zależy od masy ciała i dotyczy dawkowania w miesiącach od września do kwietnia lub przez cały rok, jeśli nie można zapewnić odpowiedniej syntezy skórnej tej witaminy.

fot.: archiwum prywatne M.Mazanek

Witamina  D jest niezbędna do prawidłowego rozwoju dziecka. Jest wytwarzana w skórze pod wpływem słońca. Z z uwagi na klimat, w którym żyjemy i ograniczoną ilość promieni słonecznych w ciągu roku oraz dietę ubogą w witaminę D, zaleca się jej suplementowanie. Brak tej witaminy powoduje, że organizm nie jest w stanie przyswoić wapnia, który zamiast do kości, jest wydalany z moczem.  Witamina D podnosi także odporność, bo działa na komórki szpiku kostnego produkującego komórki obronne /monocyty/. Jej niedobory powodują większą podatność na infekcje, krzywicę u dzieci, osteoporozę, słabsze i łatwo kruszące się zęby, zapalenia spojówek i stany zapalne skóry. Witaminę D można także przedawkować, dlatego przyjmowaną dawkę tej witaminy należy uzgodnić z lekarzem.

Gdzie ją znajdziesz?

  • W tłustych rybach morskich: Łosoś, śledź, sardynki, makrela. Uwaga: podawaj je gotowane, pieczone lub duszone. Smażenie obniża zawartość witaminy D nawet o połowę.
  • W jajkach, wątrobie, produktach mlecznych /masło – unikaj produktów z obniżoną zawartością tłuszczu, bo nie zawierają one w ogóle witaminy D i nie powinny być podawane dzieciom/.

Tran

Dobrym źródłem witaminy D jest TRAN. Zawiera on także witaminę A i przede wszystkim nienasycone kwasy tłuszczowe omega-3 i omega-6, dlatego wspomaga pracę mózgu i wspiera odporność.

Tran to olej uzyskiwany ze świeżej wątroby dorsza atlantyckiego lub  innych ryb z rodziny dorszowatych /nazwa jest zarezerwowana dla oleju z tych konkretnych ryb, choć na rynku można spotkać także np. olej z wątroby rekina pod nazwą ‘tran’/. Tran wzmacnia układ odpornościowy, bo kwasy  tłuszczowe, które on zawiera, biorą udział w produkcji hormonów przeciwzapalnych, które z kolei usprawniają układ odpornościowy. Witamina A z kolei uszczelnia błony śluzowe, które są barierą przed drobnoustrojami. A działanie witaminy D, opisane jest powyżej.
Ale uwaga z suplementacją. Osoby przyjmujące witaminę D w kropelkach muszą przeliczyć, czy przyjmując dodatkowo tran, nie przedawkują witaminy D.

I jeszcze jedna uwaga: Ani tranu, ani innych witamin nie należy stosować podczas antybiotykoterapii, bo wzmocnimy wtedy nie tylko osłabiony układ odpornościowe ale i wirusy czy bakterie, które chorobę wywołały.

Tradycyjny tran przeznaczony jest dla dzieci co najmniej 4-letnich. Jednak w ofercie znajdują się także preparaty przeznaczone dla maluchów, które nie ukończyły jeszcze roku. Zapytaj farmaceutę, natomiast podawanie tranu skonsultuj z pediatrą /choćby po to, by ustalić prawidłowe dawkowanie witaminy D/. Przedawkowanie witaminy wiązać się może z hiperwitaminozą, co ma swoje konsekwencje zdrowotne.

Oczywiście wybierać możesz z bogatej oferty rynkowej, od tranu tradycyjnego o specyficznym zapachu i smaku /niekoniecznie zostanie zaakceptowany przez dziecko/, poprzez płynne trany smakowe, po kapsułki o wymyślnych kształtach i smakach. Tran w kapsułkach ma tą zaletę, że nie utlenia się, w odróżnieniu od tranu płynnego /ten należy przechowywać w lodówce i zużyć w ciągu 5-6 tygodni od otwarcia/.

Syropy na odporność

W okresie jesienno-zimowym bombardowani jesteśmy zewsząd reklamami specyfików podnoszących odporność: syropów o przeróżnych smakach i kolorach, pastylek, żelek i innych produktów, które uderzają w nasz czuły punkt, czyli dotyczą naszych maluchów i zaoszczędzenia im i nam samym, niemiłych skutków przeziębień i infekcji.

Oferta jest naprawdę bogata. Syropy na odporność – najpopularniejsze to Bioaron C, Preventic Junior, Ceruvit Junior i wiele innych, dedykowane są dzieciom od 3-go roku życia. Przyglądając się jednak bliżej składowi tychże syropów zauważymy, że i owszem zawierają składniki faktycznie wspomagające odporność, jak wyciąg z jeżówki wąskolistnej, witaminę C, sok z aronii, wyciąg z aloesu czy witaminy ale obok – i to w różnym stężeniu – zawierają cukier /czasem cukier pojawia się już na drugim miejscu zaraz za wodą!  Płacimy więc głównie za wodę z cukrem, a jak wiemy cukru w diecie dziecka powinniśmy unikać/. Bardzo często w składzie pojawia się także benzoesan sodu /częsty składnik napojów gazowanych /tych także nie podajemy dzieciom/. Jego działanie nie do końca jest poznane ale robi raczej więcej złego niż dobrego. Zdania na jego temat także są podzielone ale są opinie, które kategorycznie zabraniają podawania go dzieciom /w internecie znaleźć można opinie, że benzoesan sodu w połączeniu z witaminą C zamieniać się może w rakotwórczy związek.., a w syropach dla dzieci występują często oba składniki/. Kolejną częstą składową tego typu syropów jest guma ksantanowa, która zagęszcza syrop ale stosowana w nadmiarze, może powodować wzdęcia i dolegliwości jelit.

Z uwagi na nie do końca „chciany” skład syropów, jeszcze zanim sięgniemy po apteczne specyfiki, warto przyjrzeć się bliżej naturalnym składnikom wspomagającym odporność, które są dostępne na rynku. Jeśli już jednak zdecydujemy się na któryś z syropów, czy pastylek – dokładnie przeanalizujmy skład, aby… nie zaszkodzić, o ironio!

Apteka kontra Natura 


Co daje nam natura?

  • Naturalny sok z aronii
  • Sok z malin
  • Herbata z lipy
  • Imbir dodawany do herbaty
  • Szereg przypraw rozgrzewających: świeży imbir, kardamon, cynamon, goździki, tymianek, bazylia, kurkuma, rozmaryn.
  • Nie zapominamy także o czosnku i cebuli, które wykazują właściwości antybakteryjne. Czosnek zawiera alliinę, która podczas przeżuwania i miażdżenia, zamienia się w allicynę i ma właściwości antybiotykowe, dlatego stosowany jest i w leczeniu, i w profilaktyce. W wielu domach praktykuje się stosowanie syropu na bazie czosnku /sok z cytryny, miód i czosnek/, lub syropu z cebuli. Jakkolwiek ich smak bywa czasem trudno akceptowany przez maluchy  /zwłaszcza czosnku/, tak ich dobroczynne działanie warte jest stosowania.
  • Spotkać się także można z opinią, że grejpfrut wykazuje działania uodparniające /są nawet tabletki, które go zawierają/. Zawiera on  bioflawonoidy (hormony roślinne), o działaniu przeciwutleniającym, wychwytującym wolne rodniki i wzmacniającym działanie witaminy C. Nie zaszkodzi więc zwiększyć jego spożycie w okresie przeziębieniowym.

    fot.: flickr.com/photos/hyperkinetic

Jeśli nasze starania nie wystarczają…

Jeżeli jednak dziecko choruje zbyt często, kurację uodparniającą może zalecić lekarz. W sytuacji, kiedy organizm małego pacjenta jest już zmęczony i osłabiony liczbą przyjmowanych antybiotyków, lekarz może przepisać szczepionkę na odporność. Taką terapię zaczyna się, kiedy maluch jest zdrowy, a sezon przeziębień jeszcze się nie zaczął, czyli np. w lecie.

W sytuacjach, kiedy maluch często choruje na anginę /6-7 razy w roku/, koniecznością może okazać się wycięcie migdałów ale tutaj również rozwiązanie takie sugeruje lekarz.

Podsumowując

Kochani rodzice.

W naszych rękach leży odporność naszych dzieci. Możemy zrobić naprawdę dużo, zaczynając tak naprawdę już od okresu prenatalnego, by uchronić nasze maluchy przez zbyt częstymi infekcjami. Z drugiej strony, cały czas się uczymy. Jeśli w artykułach, które Wam zaproponowałam, znalazło się coś nowego, o czym być może nie wiedzieliście, albo zupełnie zapomnieliście – to jest ten czas, aby być może  wdrożyć to w życie. Skorzystają na tym Wasze smyki ale również i Wy. Wiadomo – zdrowy maluch to spokój ducha jego rodziców. Oczywiście, nie możemy się też dać zwariować. Wybierajmy więc mądrze, kierując się też swoją intuicją. Bo każdy z nas jest inny, każde dziecko jest inne. Dla przykładu, jedni w okresach jesiennych pozwalają dziecku na zwiększoną liczbę lodów, kierując się tu hartowaniem gardła /to nawet w sumie lepszy czas, niż gorące lato, gdzie różnica temperatur po zjedzenia zimnego loda, może być szokiem dla organizmu/, a inni kierując się zasadą niewychładzania organizmu poprzez produkty wychładzające, które osłabiają pracę śledziony i żołądka – unikają ich jak ognia. Jak we wszystkim należy więc zachować zdrowy rozsądek, zgłębić temat i obrać właściwy kurs.

A tymczasem życzę powodzenia w nabieraniu odporności przez Wasze maluchy i niewielu infekcji w Waszych rodzinach! A najlepiej – żadnych!
Niech nam będzie NA ZDROWIE!

 

Artykuł powstał w oparciu o:

Skomentuj jako pierwszy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *